Kawały

Chleb się zdarzył
Za chłopa się napierała, chleba upiec nie umiała, pierwszy raz się pokusiła, na bochenek rozczyniła.
I tak jej się pięknie zdarzył, po zaskórzu kotek łaził, zadarł ogonek do góry, jeszcze nie dostał do skóry.


Młody i stary
Wiem ci ja, wiem ci ja, co młodemu warzą; gęś, kapłona, gołębia przysmażą.
Wiem ci ja, wiem ci ja, co staremu warzą; groch, kapustę, otrąbek przysmażą.
Wiem ci ja, wiem ci ja, jak młodemu ścielą; pęk poduszek, pierzyną odzieją.
Wiem ci ja, wiem ci ja, jak staremu ścielą; pęk grochowin, cierniem go odzieją.
Młodemu, młodemu nadobna dzieweczka, staremu, staremu dębowa laseczka.

Sokół i sowa
A ojże, ojże, mój mocny Boże, com ja naprzebierała! wszystkiem sokoły poprzebierała, sowa mi się dostała.
Siedziała sowa na rogu stoła,
odęła się jak pudło;
ani pogadać, ni pożartować,
za innego pójść trudno.
Bodajże byli, bodajże byli tę sowę zastrzelili, jeszcze by za mną, za grzeczną panną sokołowie patrzyli.

Skarga żony
Przy tej dolinie, przy marnej wsinie polubiłam se ja męża, takiego złego, kordyjaśnego, gorszego gdyby węża.
Patrzy kieby kruk, siedzi kieby mruk, nie rzecze ani słowa, ni z nim pogadać, ni pożartować. strapiona moja głowa.

Los
A cóżeś mi mówił, kiedyś mnie namówił w ogródeczku przed sienią? Zdjąłeś mi pierścionek z małego paluszka, włożyłeś go w kieszenią.
A cóżeś mi mówił, kiedyś mnie namówił? toś mi mówił: mojaś ty! Ty za moje pijesz i jeszcze mnie bijesz, teraz krzyczysz: szelmaś ty!

Siał gospodarz żyto
Siał gospodarz żyto, żyto; żona mówi: hrecka, Nie mówże mi i słowecka, Niechaj będzie z żyta hrecka.
Siał gospodarz proso, proso; żona mówi: mak, Niechże tak, niechże tak, Niechże będzie z prosa mak.
Miał gospodarz rybę, rybę; żona mówi: rak, Niechże tak, niechże tak, Niechże będzie z ryby rak. -
Teraz prosę ja męzula, Niech kozaka mi pohula!
- Hola, hola, żono moja, Niech się stanie wola twoja.
- Otóż ja to ucyniła, Męża tańczyć nauczyła.


Pani Twardowska
Stała się u nas taka pogłoska: Wybiła męża pani Twardowska, Wybiła, wyprała, I za drzwi wygnała, Do sieni.
Oj, żono, żono, cóżem ci winien? Czy ci nie robię, com ci powinien? I w domu nocuję, Dla żony pracuję, Dla ciebie.
Cicho, Twardowski, czy ci nie dosyć? Jak cię pochwycę, będziesz się prosić. Wyleci za mężem, Z ognistym orężem, Z ożogiem.
Widać, Twardowski, że to nie żarty, Że gniew jej mości jest zbyt uparty, Więc ujął się pasa, I dyr, dyr do łasa Przed żoną.
Oj, mężu, mężu, byś się ty wrócił, Żebyś mi serca więcej nie smucił, Boś mi jest w potrzebie, Cóż pocznie bez ciebie Niewiasta.


Świekra i oset
Bodaj to nikt dobry na świekrą-mać nie szedł, bo świekra-mać gorsza niż kolący oset.
Bo kolący oset w ogródku zagrodzi, a świekrą-matulę nigdy nie złagodzi.
Bo kolący oset trzewiczkiem przedepcze, a świekry-matuli nigdy nie przeszepce.
Bo kolący oset trzewiczkami schodzi, a świekry-matuli nigdy nie dogodzi.
Bo kolący oset siekaczem posieka, a świekry-matuli nigdy nie przeszczeka.
"Wstawajże, niewiasto, co będziesz wylęgać, sąć posażne krowy, trzeba je wydoić".

Gap-Strachowisko
Oj, wylazł miesiąc zza chmury, jako pszenicy kopa, oj, nie mad to nic gorszego, jak dostać gapę chłopa!
Oj, świeci miesiąc, świeci, oj, świeci bardzo nisko; oj, wylazł mój kochaneczek, jak jakie strachowisko.
Nie umiał pokochać
W stodole, na dole, na przylazisku, nie ujnioł pokochać, dostoł po pysku!
Przypatrz się, chłopcze, jak dziwce bzije, nie ujnis pokochać, nie trzym za syje!

 

do góry