Rymowane przyśpiewki ludowe

Magdalena i Grzegorz
Tańcowała Magdalena, tańcował i Grzegorz, potrącił ją nogą z tyłu, ona mówi: czegóż?

Pomyje dla pijaka
Żeby ja wiedziała, gdzie mój Jasio pije, zaniosłabym jemu z cebratką pomyje.
Z cebratką pomyje, z wiaderkiem otręby, żeby powykałał po gorzałce zęby.


Szedł chłopak z Łóżny
Szedł chłopak z Łóżny podpiwszy sobie, plątały mu się nożyska obie.
Przyszedł do żony, upadł na łóżko; ona go pyta: co ci to, duszko?
Oj, oj, nie mogę, kochana żono, wnątrze mię boli, już umrę pono.
Kochana żono! nie gotuj słono, słono gotujesz, ty mnie otrujesz.
Ona porwała z garnka warzechę, oj, miałać, miała wielką pociechę.
Jął się jej prosić: mogę już mogę! i tak pocieszył żonę niebogę.

Umarł Maciek
Umarł Maciek, umarł, pożal się go, Boże, a któż mnie, sierotę, zaratować może. Wszystko się zmieniło, lepiej z Maćkiem było.
Karczmarz się turbuje że piwo kwaśnieje; gdy Maćka nie stało, wszystko źle się dzieje. Wszystko się zmieniło, lepiej z Maćkiem było.
Gdy idzie do domu, pałeczka za pasem; oj, ta dona, dona, śpiewał sobie czasem. Jak się kto nawinie od pałeczki zginie,
Umarł Maciek, umarł, dziewki go żałują; kupiły se maści,
wąsy mu smarują. Wszystko się zmieniło, lepiej z Maćkiem było.
Umarł Maciek, umarł, już leży na desce; posiwiała mu brodzina, a skakałby jeszcze. Wszystko się zmieniło, lepiej z Maćkiem było.
Umarł Maciek, umarł, już się ani rusza, po kaduku z prawa wyszła jego dusza. Wszystko się zmieniło, lepiej z Maćkiem było.

Kumoszki
Jak się kuma z kumą zejdzie, kwaterką się nie obejdzie. Nie kwaterką ani dwiema, a będzies ty, kumoś, w doma.
Napijma się wej, kumecku, bo ni mamy nic w cubecku. Jak się też baby popiły, o mężów się wej, cwarzyły.
Jedna drugiej wymawiała: tyś się do mojego śmiała. A ta znowu jej mówiła: po coś do mojego piła?
Nie frasujze się, kumecka, jesce wódki cała becka. Zaczem beckę wypijema, to się, kumo, przeprosima.

Babuleńka i koniczek
Pojechała babuleńka
w kontuszu, postawiła koniczeńka
w ratuszu.
Postójże mi, koniczeńku,
niewiele, niechże ja się gorzaliny
napiję.
Postawiła konikowi
kieliszek od bolenia pępka, brzucha
i kiszek.


Przepiło się
Trom, trom, trom - idzie zima, Koszula zła, butów nie ma.
Trom, trom, trom - było lato, trzeba było robić na to.
Trom, trom, trom - robiło się, łyk, łyk, łyk - przepiło się.

Drąg
Skąd jedziesz? - Z łąk Co wieziesz? - Drąg. A jaki? - Olszowy, na dziewki, na wdowy - będę je bić!
Będę je bić:
nie chcą robić,
tylko pić, tańcować,
po karczmach nocką trwać,
a we dnie spać!

Żona pije w mieście
Oj, nie masz ci to, nie masz jak naszej niewieście: mąż orze na ugorze, żonka pija w mieście.
Mąż idzie oj, do domu, popłakuje sobie, żonka idzie hej, z miasta, wykrzykuje sobie.
Oj, wiedziałeś ty, mężu, żem doma nie była, ej, pościel mi łóżeczko, bom się narobiła.
Oj, posłał jej łóżeczko, i położyłże ją, i wziął ci gałązeczki, i oganiałże ją.

Kieliszek braciszek
Kieliszek braciszek, gorzałeczka siostra, rączka przyjaciółka, bo do gęby niosła.
Kieliszku, braciszku, mam nadzieję w tobie, jak wypiję dwanaście, podweselę sobie.
Od kieliszka, ode dwóch, boli głowa, boli brzuch; a od czterech, od piąci, to się trochę odtrąci.


Pijacy
Jaś pił do Walusia, Waluś do Michała, Maryjacka wieża z nimi tańcowała.

Pieśń na stypie
Gdybyś, kumie, nie pijał
gorzałki z anyżem,
to by dzisiaj po ciebie
nie wyszedł ksiądz z krzyżem.

Trzewiki i szabla
Trzewiczek mi się zdarł, tańcować nie mogę, pójdę do szewczyka, wystawię mu nogę.
Szewczyku, szewczyku, wielgi rzemieślniku, sprawże mi trzewiki z wołowego ryku.
Trzewiczki ci sprawię z ryku wołowego, ty mnie szablę utocz Z jedwabiu cienkiego.
Ja szablę utoczę z jedwabiu cienkiego a ty mi nią zabij chana tatarskiego.

Z wołowego ryku
Krawczyku, krawczyku, piękny rzemieślniku,
Zróbże mi sukienkę, z wołowego ryku.
I Ja sukienkę zrobię i z ryku krowiego, i jedwabiu mi uprządź z deszczyku drobnego.
Jedwabiu uprzędę z  deszczyku drobnego, koszulę mi uszyj z kwiatu makowego.
Koszulę, uszyję z kwiatu makowego, ty mi łoże uściel wśród morza czarnego.
Ja łoże uścielę wśród morza czarnego, ty mi Jasia przeproś, nie gadaj do niego.


Wesele orła
A przed laty, przed wielu było ptactwa wiele, a pan orzeł jako król wyprawiał wesele.
Pojął sobie panienki i tę panią kaczkę, a tę małą cyrankę pojęli za szwaczkę.
Mucha grała na arfie, wyciągała tony; a jendory postanęły, zadarły ogony.
Wróble żyto młóciły, nikomu nie dały; co młóciły, to zjadły, wiać go nie kazały.
A czapla chleb piekła, sroka pomagała; jak czeluście wycierała, plecy zmorusała.
Sowa piwo warzyła, w tej dębowej dziurze, a dzięcioł jej pomagał w czerwonym kapturze.

do góry