Żarty

Przeludnienie
Powiedzieli ludzie, że w Mazewie ciasno, a w Mazewie tyle dziewek ogrodziłby miasto!
Ogrodziłby miasto, ogrodziłby rynek, jeszcze by zostało dla świni na chliwek.

Żołędzie
Trzeci roczek temu będzie, jak chodziłam na żołędzie, com chodziła, tom chodziła, bo się żołądź obrodziła.
I Jasieńkam zawołała, żebym więcej nazbierała. Jasio zbiera, trzęsie dęby, ja mu za to dałam gęby.
I natrząsł Jasio żołędzi, nazbierałam na trzy piędzi. Leci po żołędzi żołądź, aż nie mógł fartuszek objąć.

Prosił o cosi
W stodole, w stodole był u mnie ktosi, prosił mnie, prosił mnie pięknie o cosi.
Jeżeli, jeżeli o perły z szyje, pójdź do mnie, hultaju, dam ci je mile.
Że mnie z babą ożenili
Dobrze ludzie uczynili, że mnie z babą ożenili. Ja na babie nic nie stracę, sprzedam babę, kupię klacze; klacz mi zdechnie - skórę złupię, sprzedam skórę, pannę kupię.

U młynarza dolnego, jest tam Kasia u niego.
Nikt tam o niej nie wiedział, panu sługa powiedział.
I przysłał pan ułana: Chodź, młynarzu, do pana!
Chodź do pana po grobli, będzie na cię pan dobry.
Młynarz idzie po grobli, Panu Bogu się modli,
Idzie, idzie i duma:
Zabierz wszystkie twe łaski, tylko mi nie bierz Kaśki.
Każę związać i zabić, Kasia dla mnie musi być.
Dam ci, panie, i ręce, swojej Kasi nie stracę.
Dam ci, panie, i głowę, swojej Kasi nie mogę.
A weź mnie, pan, i życie, swojej Kasi nie życzę.
A weź mnie, pan, i szyję, ja wprzód Kasię zabiję.
A ja ci ją uwiodę,
jak ci pójdzie po wodę.
Mam ja, panie, słuzecki, naniosą mi wódecki.
Jak ci będzie bydło gnać, to ja ją każę złapać.
A mam ci ja starą mać, każę ja jej bydła gnać.
A ja ją każę wykraść, jak ci pójdzie gęsi paść.
Chłop będzie gęsi pasał, nie będzie pan Kasi miał.
Nie wiedział pan, co tu rzec, kazał ci się w wór oblec.
Nie mógł ci pan poradzić, kazał ci się w wór wsadzić.
Zawieźże mnie do młyna, do młynarza Marcina.
Nie stawcie mnie przy kosie, bo mnie zmielą po prosie.
Nie stawcie przy młynnicy, bo zmielą po pszenicy.
Nie stawcie mnie na spodzie, bo mnie zmielą przy-słodzie.
Nie stawcie mnie na wierzchu, bo mnie zrucą przy zmierzchu.
Nie stawcie mnie na podzie, Kasia tam spać nie pójdzie.

co też ten pan do mnie ma?
Cy mu cynsu nie daję,
cy się w prawdzie nie staję?
Oddałem mu cyns i win, juzem mu nic nie winien.
Młynarz za próg wstępuje, pan go winem częstuje.
Jakże mam to wino pić, kiedy nie mam cem płacić?
Pij, młynarzu, to wino, nie piłeś go jak żywo.
Pij, młynarzu, maszli pić, Kasia dla mnie musi być.
Weź mnie, panie, i owce, moja Kasia nie zechce.
Weź mnie, panie, i świnie, moja Kasia nie zginie.
Chociażbyś mi wziąn konia, Kasia niech siedzi doma.
Chociażbyś mi wziąn klace, nimi Kasię zapłacę.
Weź mnie, panie, co ja mam, Kasi ja ci dać nie dam.
Weź mnie, panie, i stada, Kasia ci się dać nie da.
Weź mnie, panie, i stada, wszystko bydło z obory.

Postawcie mnie w komorze, gdzie stoi Kasi łoże.
Skoro przyszło w północy, wór się do Kasi toczy.
A Jezus i Maryja!
a gdzie ten wór nogi ma?
Co, u kata, za zboże, co się toczy na łoże?
Cicho, Kasiu, nie wołaj, ja starosta, Mikołaj.
Powiedział ci młyriski wał, że pan z Kasią nockę spał.
Powiedziała paprzyca, że Kasia ma ślachcica.
Powiedziało wrzeciono, że Kasińkę zdradzono.
Powiedział ci i przetak, że Kasińce dobrze tak!

Matka i córka
Moja córuś, gdzieżeś była, cóżeś mi tak bardzo styła? U lnum była, matulu.
A gdzieżeś tam, córuś, była, coś trzewiczki urosiła? U lnum była, matulu.
Byłam u lnu, u konopi, zaglądałam, kędy lepij. U lnu lepij, matulu.
Byłam u lnu, u konopi, u konopi sami chłopi, u lnu szlachta, matulu.
Przechodziłam kole dwora, wstępowałam do pokoja. Chory Jasio, matulu.
A pocóżeś tam wej, chadzała, czyś-ci mu tam zdrowia dała? Zdrowszy zaraz, matulu.

A cóżeś mi, córuś, jadła, coś-ci mi tak bardzo zbladła? Karpi ogon, matulu.
A i ja go także jadła,
a tak ci bardzo nie zbladła.
Surowy był, matulu.
Ady ja ci garczka dała, żebyś sobie gotowała. Dziurawy był, matulu.
A cóżeś mi, córuś, piła, coś ci mi tak bardzo styła? Wodę ze zdroju, matulu.
Żebym ci i zdrój wypiła, tobym ci tak nie utyła. Mątna była, matulu.
Ady ja ci sitka dała, żebyś sobie przecedzała. Zatkane było, matulu.
Nie wypiła-żeś robaczka, nie widziała-źeś dworaczka? Sama nie wiem, matulu.
Trzeba Kasi po doktora, widzę Kasia będzie chora. Wyzdrowieje, matulu.
A doktor ci przyjechawszy, i Kasińkę pomacawszy: Kasper będzie, matulu.
A cóż ci to po Kasperze, kiej już jeden w polu orze? Para będzie, matulu.
Jeden będzie wołki pasać, drugi będzie w karczmie hasać; dobrze będzie, matulu!

 

 

do góry